Herbata po tybetańsku

Herbata po tybetańsku

ミルクティーWiększość osób przeraża zwykła bawarka, a co dopiero powiedzieć o herbacie po tybetańsku. To dosyć niecodzienne połączenie Pu-Erha, mleka, soli i masła. Dla nas, Europejczyków, taki napój to coś nie do przełknięcia, a mieszkańcy wysokich Himalajów pijają tak przygotowany napój codziennie.

Trudno sobie wyobrazić jak można delektować się takimi smakami. Dla naszych kubków smakowych zastąpienie łyżeczki cukru szczyptą soli może być trudne do zaakceptowania. Niemniej warto choć raz spróbować tego niespotykanego napoju.

Do przygotowania herbaty tybetańskiej potrzebne jest kilka składników. Niektóre z nich można dostać w Polsce, a inne zastąpić podobnymi produktami. Niemniej, każdy element ma swoje znaczenie i nie znalazł się w tym napoju bez powodu. Ogólnie herbata tybetańska ma rozgrzewać i pozwolić na długotrwałe utrzymanie stałej temperatury. Do tego ważne jest też nawodnienie organizmu. Dzięki takim właściwościom picie herbaty tybetańskiej pomaga przetrwać w trudnych warunkach klimatycznych panujących w tym regionie.

Herbata tybetańska musi być pożywna i energetyczna. Najlepiej takie potrzeby zaspokajają tłuszcze. W Himalajach głównych źródłem tego składnika odżywczego jest masło z mleka jaka. W Polsce raczej nie dostaniemy takiego rarytasu, więc spokojnie możemy je zastąpić zwykłym masłem z mleka krowiego. Ważne, żeby nie mało żadnych domieszek tłuszczów roślinnych.

Kolejnym ważnym składnikiem jest mleko. Dzięki niemu napój jest pożywny i dostarcza do organizmu cenne białko. Dodatek mleka sprawi też, że napój będzie miał gładką konsystencję. Podobnie, jak w przypadku masła, mleko od jaka możemy zastąpić mlekiem od krowy. Najlepsze jest takie z krótką datą ważności, ponieważ zawiera najwięcej wartości odżywczych. Bardziej nowocześni uciekają się do mleka w proszku, ale my odradzamy takie zastępstwo.

Najbardziej niespotykanym dodatkiem do herbaty jest sól, ale i o niej powiemy kilka słów. Skoro nasz napój jest rodem z Himalajów, to sól też powinna być himalajska. Oczywiście możemy użyć soli kamiennej, ale wtedy trzeba zmniejszyć jej proporcję, bo jest o wiele bardziej słona i ostra. Poza tym sól himalajska ma odpowiedni skład pierwiastków, dzięki czemu dostarczamy do organizmu niezbędne elektrolity.

W końcu doszliśmy do herbaty. Powinien być to klasyczny Pu-Erh i to najlepiej prasowany w niewielkie gniazdka lub cegiełki. Jeśli nie mamy takiego pod ręką, to możemy użyć też liściastego. Ogólne właściwości czerwonej herbaty są dobrze znane. Najważniejszą z nich jest wspomaganie w trawieniu tłuszczy. Przy tłustej diecie Tybetańczyków bez tego ani rusz.

Gdy mamy już wszystkie składniki to można przygotować naszą herbatę tybetańską. W nieco ponad pół litra wrzącej wody gotujemy 2-4 kostek Pu-Erha. Ich ilość zależy jedynie od naszych indywidualnych preferencji. Gdy wolimy słabszą herbatę to dajemy dwie, a gdy mocniejszą to cztery. Gotowanie na lekkim ogniu powinno trwać około 5-10 minut, aby cegiełki rozpadły się całkowicie a wywar miał mocny kolor. Po tym czasie dodajemy kilka grudek soli himalajskiej i połowę szklanki lub nieco więcej mleka. Tutaj proporcje również zależą od nas, bo jedni wolą bardziej aksamitny i mleczny napój a inny nie przepadają za takim. Całość dokładnie mieszamy i znowu doprowadzamy do wrzenia. Do osobnego naczynia wkładamy dwie łyżki masła i przecedzamy do niego gorący mleczny wywar. Teraz cała sztuka polega na roztrzepaniu masła w napoju, tak, aby uzyskać jednolity płyn bez grudek. Dobrze sprawdza się w tej roli praska francuska. Dzięki tłoczkowi można ładnie spienić napój i dokładnie wymieszać z masłem.

[Głosów:2    Średnia:2.5/5]